W sporze o kierunek unijnej polityki klimatycznej głos zabierają nie tylko politycy i ekolodzy, ale też przedsiębiorcy. Marek Lachowicz, główny ekonomista Stowarzyszenia Przedsiębiorców i Rolników „Swojak”, w rozmowie z portalem XYZ nie zostawia złudzeń: system handlu emisjami CO₂ (ETS) nie działa tak, jak powinien – a firmy zamiast inwestować w dekarbonizację, walczą o przetrwanie.
Lachowicz podkreśla, że kluczowa jest przewidywalność.
– Taki przewidywalny system pozwoliłby firmom prognozować, jak będą wyglądały notowania CO₂ za pięć czy dziesięć lat i podejmować racjonalne decyzje inwestycyjne w realną dekarbonizację. Pozwoli to także obniżyć ceny energii – tłumaczy ekonomista.
Dziś, jego zdaniem, mamy do czynienia z systemem, który zamiast napędzać modernizację i redukcję emisji, generuje niepewność i wysokie koszty. Przedsiębiorstwa nie wiedzą, z jakimi obciążeniami będą musiały się zmierzyć w przyszłości, a to zniechęca je do inwestowania w nowe technologie czy odnawialne źródła energii.
– Obecnie, zamiast na dekarbonizacji, są one skupione na przetrwaniu, między innymi z uwagi na wadliwy system handlu emisjami – dodaje Lachowicz.
Alternatywą dla ETS mogłyby być mechanizmy pozytywne – nie kary, lecz zachęty inwestycyjne, które premiują realne redukcje emisji i ułatwiają transformację energetyczną. To podejście coraz częściej pojawia się w debacie publicznej, szczególnie w krajach, które – jak Polska – wciąż w dużym stopniu opierają się na paliwach kopalnych.
Głos środowisk gospodarczych pokazuje, że bez stabilnych i uczciwych reguł gry transformacja energetyczna może stać się kosztownym chaosem. I nie chodzi tu o sam cel – ale o drogę, jaką mamy do niego dojść.